Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


zaczęła krążyć z podwójną szybkością; w uszach szumiało, czerwone i żółte gwiazdki błysnęły w oczach. Odetchnęła!
W parę lat potem w teatrze dawano „Norę“ z wielkiem powodzeniem, przedstawienia ściągały tłumy — kobiet przedewszystkiem; energiczne zakończenie, elektryzowało trochę. Dawano brawo, chociaż jednocześnie nie jedne usta szeptały „szalona“. Na ostatniem przedstawieniu teatr był przepełniony; jedna tylko loża świeciła pustką; oczy i binokle zwracały się ku niej przy każdem poruszeniu. Orkiestra skończyła uwerturę, na scenie ukazała się ulubiona artystka, a loża wciąż jeszcze była pustą. Tem rozkoszniejsze było zdziwienie, gdy przy końcu pierwszego aktu ujrzano tam śliczne, niecierpliwie oczekiwane zjawisko. Siedziała sama jedna w czarnym aksamicie, w koronkach, z brylantową gwiazdą we włosach. Znawcy utrzymywali, że była niezrównanie piękną! a było ich wielu, wszyscy prawie, którzy choć raz jeden widzieli ją zblizka. Wesoła swoboda błyszczała w oczach, usteczka uśmiechały się do całego światu — musiała być doskonale szczęśliwą!
Podczas antraktu loża zaczęła się napełniać; pierwszy pojawił się ów staruszek; żył jeszcze, odmłodniał nawet, drzemkę starości przezwyciężał doskonale, w ostatecznym razie szczypał siebie za ucho, albo dotykał zlekka rączki pięknej pani radczyni; za nim wszedł ów brunet — bez żony, potem jeszcze szatyn, blondyn, słowem każda maść miała swoich przedstawicieli. Przez uchylone drzwi wyglądało parę głów łysych, których już do żadnego koloru zaliczyć niepodobna! Piękna pani była niezrównanie uprzejmą! Parę razy nawet dał się słyszeć trochę za głośny śmieszek, ku wielkiemu zgorszeniu mniej szczęśliwych współzawodniczek.
— Jaka Krysia dziś piękna! szepnęła młodsza córka do prezesowej, siedzącej jak raz naprzeciw szczęśliwej loży.