Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ziłem kobietę, czy panią radczynię? Powiedz: teraz nie znam cię prawie i nie wiem, która z tych dwóch istot występuje częściej na scenę?
— Jedna i druga powinna byłaby przestać cię słuchać oddawna!
— Dla czegóż słucha? Czy przez ciekawość? A więc z tej jednej wady nie uleczyło cię życie dotąd! Pamiętam, niegdyś strasznie byłaś ciekawa! Chociaż starszy, musiałem spowiadać się przed tobą ze wszystkich tajników mojej gimnazyalnej duszy! Słowa grzęzły w gardle, uszy ogniem płonęły, ale, zapytany, wyznawałem, że mam jedność z greckiego, z łaciną też rady sobie dać nie mogę! Przyznałem się raz nawet, bardzo to już dawno, że na kajecie twoim napisałem: „Kocham, kochałem, będę kochać, kochający i — kochany!“ Kartkę tę pokazywałaś mi w lat kilka wówczas, kiedyśmy już oboje umieli kłamać znakomicie!
— Nie mówmy o przeszłości!
— Czemu? Wstydzisz się, że miałaś niegdyś serce?
— Czy to się nazywa być grzecznym?
— Mieliśmy mówić z sobą szczerze? Wątpisz chyba o swoich zdolnościach w tym kierunku?
— Mów o sobie; mnie zaś, jako monetę cofniętą z obiegu, zostaw w spokoju.
— Rozumiem. Chciałabyś raz jeszcze spojrzeć po za siebie i uśmiechnąć się z politowaniem do minionego niebezpieczeństwa?
— Być może. Lękasz się, żebym nie dostała zawrotu głowy? Bądź spokojny, przywykłam widzieć w tobie mentora przedewszystkiem; tak poważne towarzystwo nie usposabia do szału.
— Tylko! Ani mi śniło, że przed otrzymaniem nauczycielskiego dyplomu byłem już dla ciebie pedagogiczną powagą! Tem więcej, że guwerner ze mnie był kiepski. Zapominałem czasami swojej roli!