Strona:Ostoja - Szkice i obrazki.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


KUZYNKA.


— Nie lękaj się kuzynko, nie powiem nic takiego, czegobyś ty, żona radcy stanu, nie mogła wysłuchać w twoim własnym salonie!
— Jasiu!...
— Nie przeszkadzaj, a przedewszystkiem nie nazywaj mię po dawniejszemu, gdyż będzie mi się zdawało, że mam na sobie wyszarzany mundurek, podarte buty i że wykładam tobie regułę trzech, której ty za nic zrozumieć nie możesz. Cofać się w przeszłość niebezpiecznie: zostawiliśmy tam dwoje bardzo śmiesznych ludzi — wszak prawda?
— Dokąd ta rozmowa ma nas zaprowadzić?
— Chciałbym przekonać, że mam jeszcze krótszą pamięć niż ty, kuzynko.
— I dobrze ci z tem?
— Oh dobrze! Tak dobrze, że chętniebym wroga mego wsadził w swoją skórę.
— Możeby nie jeden ustąpił swoje miejsce wrogowi.
— Tylko nie ty kuzynko! Obejrzyj się po swoim salonie! Co za wykwintny przepych, jakie meble, dywany, draperye, zwierciadła. Żeby Pan Bóg Ewę osadził w takim salonie zamiast w kwiecistym raju, chłystek wąż nie skusiłby jej lada jabłuszkiem! W tem królewskiem otoczeniu wyglądasz kuzynko jak ładny posąg, któremu artysta dał wszystko... oprócz duszy. Ach, ściągasz brwi! obra-