Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


uczynić, wodził palcem po piasku, jak gdyby nie słuchał oskarżycieli. A kiedy wreszcie przynaglono Go, podniósł głowę i rzekł: „Niech ten, kto sam nigdy nie grzeszył, pierwszy rzuci w nią kamieniem“. Warto było żyć, aby to powiedzieć.
Jak wszystkie natury poetyckie, kochał ubogich duchem. Wiedział, że w duszy prostaczka zawsze jest miejsce na wielką myśl. Nie znosił jednak głupich ludzi, tych zwłaszcza, których ogłupiło wykształcenie: ludzi, mających pełno urobionych zdań o rzeczach, z których nie rozumieją ani jednej; nade wszystko typu współczesnego, uwieńczonego w Jego wizerunku człowieka, który, posiadając klucz do zdobycia wiedzy i nie umiejąc użyć go, nie pozwala innym używać go, chociażby można nim było otworzyć wrota Królestwa Bożego. Główną jednak wojnę wypowiedział Chrystus filistynom. Wojnę taką musi wypowiadać każdy duch światłości. Filistynizm był górującą nutą w epoce i społeczeństwie, w których żył. Żydzi jerozolimscy z czasów Chrystusa byli zupełnym odpowiednikiem dzisiejszych filistrów, bowiem ta sama cechowała ich ciężka niepodatność na wszelkie ideologje, ta sama tępa powaga, nudna prawowierność, kult dla bo-