Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/72

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z sonetów Szekspira wyczytują — na własną może szkodę — tajemnicę jego miłości, i przyswajają sobie ją. Wysłuchali jednego z nokturnów Szopena, zapoznali się z utworami ducha greckiego lub przeczytali dzieje miłości jakiegoś nieżyjącego mężczyzny dla jakiejś nieżyjącej kobiety, której włosy były jako złota przędza, a usta jako owoc granatu, i dla tego innem patrzą okiem na życie współczesne. Tylko to jednakże, co znalazło sposób wypowiedzenia się, pociąga temperament artysty. Człowiek i jego posłannictwo musi ujawnić się w słowie, czy w barwie, w muzyce, czy w marmurze, pod maską jednego z bohaterów Ajschylesowych, lub też za pośrednictwem fujarki, wyciętej i zestawionej przez sycylijskiego pasterza.
Wypowiadanie się jest dla artysty jedyną postacią, w jakiej może on wogóle wyobrazić sobie życie. Wszystko, co jest nieme, jest dla niego martwe. Ale dla Chrystusa było inaczej. Cudowną swoją, wszechogarniającą i budzącą w nas cześć i podziw, intuicją, wcielił On do Królestwa swojego cały niemy, wydający zaledwie nieartykułowane dźwięki, świat bólu i stał się głosicielem jego na zewnątrz. Uczynił On braćmi swoimi tych, o których mówiłem, że niemi są pod uciskiem,