Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/68

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


życia, której doszukiwali się mędrcy i że jedynie miłością mógł człowiek trafić do serca trędowatych i do stóp Boga.
A nadewszysko jest Chrystus największym indywidualistą. Pokora, zarówno jak przyjmowanie przez artystę wszystkich doświadczeń życiowych, jest tylko sposobem ujawniania się. Chrystus szuka zawsze duszy człowieka. Nazywa ją „Królestwem Bożem“ i znajduje ją w każdym. Porównywa ją do drobnych, ukrytych rzeczy: do maleńkiego nasionka, do garstki zaczynu, do perły; bowiem dotrzeć do wnętrza duszy własnej można jedynie po pozbyciu się wszelkich namiętności obcych istocie naszej, wszelkiej nabytej kultury, wszelkich cech zewnętrznych, zarówno złych, jak dobrych.
Znosiłem wszystko z pewną zaciętością i z dużą dozą wrodzonego mi ducha buntu, dopóki nie pozostało mi nic na świecie z wyjątkiem jednego. Utraciłem imię, stanowisko, szczęście, wolność, bogactwo. Byłem więźniem i nędzarzem. Pozostały mi jednak jeszcze dzieci moje. Nagle odebrało mi je prawo. Był to cios tak miażdżący, że nie wiedziałem, co czynić. Rzuciłem się więc na kolana, pochyliłem głowę, płakałem i rzekłem: „Ciało dziecka jest jak ciało Pana; nie jestem godzien