Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dził gościńcem życia, ludzie, którzy nie dostrzegali nigdy żadnego z tajników bytu, widzieli je wyraźnie; że inni, głusi dotychczas na wszelkie głosy, z wyjątkiem głosu uciech, usłyszeli po raz pierwszy głos miłości i uważali go za równie „dźwięczny jak lutnia Apollina“; że złe namiętności pierzchały na Jego widok, a ludzie, których posępne, nieopromienione mocą wyobraźni, życia, były raczej rodzajem śmierci, wstawali z grobów tych swoich, kiedy ich wzywał; lub też, że kiedy nauczał na zboczu pagórka, tłum zapominał o głodzie, pragnieniu i troskach ziemskich i że towarzyszom, słuchającym go, kiedy siedział przy posiłku, pospolita strawa wydawała się wybornym przysmakiem, woda miała smak wytwornego wina, a cały dom wypełniał się balsamem nardu.
Renan w swojem „Życiu Chrystusa“ — tej pełnej wdzięku piątej Ewangelji, którą możnaby przypisać Ś-mu Tomaszowi — powiada, że największym czynem, dokonanym przez Chrystusa, było to, że po Jego śmierci wielbiono Go tak samo jak za życia. I zaiste, jeśli miejsce Jego jest między poetami, stał On na czele wszystkich kochanków. Dostrzegł, że miłość główną jest sprężyną