Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wnie Bogu“, mógł być tak surowym dla ludzi, rozmiłowanych w melancholii, jeśli tacy wogóle istnieli. Nie wyobrażałem sobie, że przyjdzie chwila, kiedy melancholia stanie się jedną z największych pokus mojego życia.
Będąc w więzieniu w Wordsworth, tęskniłem do śmierci. Umrzeć — było jedynem pragnieniem mojem. Kiedy po dwumiesięcznym pobycie w szpitalu przewieziono mnie tutaj, i kiedy stopniowo zacząłem odzyskiwać zdrowie fizyczne, ogarnęła mnie wściekłość. Postanowiłem popełnić samobójstwo w dniu, w którym opuszczę więzienie. Po pewnym czasie minął ten zły nastrój, zdecydowałem więc, że będę żył, ale że przyoblekę się w posępność, jak królowie przyoblekają się w purpurę. Mówiłem sobie, że nigdy już w życiu nie uśmiechnę się; że z każdego domu, do którego wejdę, zrobię przybytek żałoby; że przyjaciele moi będą musieli zwolna kroczyć obok mnie, pogrążeni w smutku; że nauczę ich, iż melancholja jest istotnym tajnikiem życia; że zarażę ich cudzym smutkiem, że zatruję ich radość własnym moim bólem. Teraz jednak uczucia moje zupełnej uległy zmianie. Wiem, że byłoby źle i niewdzięcznie z mojej strony, gdybym tak smutną miał minę, że przyjaciele moi, przychodząc do mnie i chcąc mi okazać