Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


łożeniu. Uliczka w szarej mieścinie lub ścieżka w zielonem polu, które były świadkami ich grzechu, są tak małe, że chcąc znaleźć takich, którzy nic nie wiedzą o ich przestępstwie, nie mają dalszej do odbycia drogi nad tę, jaką ptak przefrunąć może pomiędzy zmierzchem a świtaniem. Dla mnie, natomiast, świat skurczył się do jednej piędzi i, dokądkolwiek pójdę, znajdę imię moje w śpiżu wyryte na skałach. Bowiem nie wyszedłem z mroków na światło chwilowej rozgłośności występku, ale z wyżyn wieczystej sławy runąłem w odmęt zniesławienia. Wydaje mi się też czasem, że służyć mogę za dowód — o ile wymaga to dowodów — że od sławy do zniesławienia krok tylko jest jeden — o ile nie mniej jeszcze, niż krok.
Jednakże, w samym tym właśnie fakcie, że ludzie poznają mnie wszędzie, dokądkolwiek pójdę i będą wszystko wiedzieli o mojem życiu, dostrzegam coś dobrego dla mnie. Zmusi mnie to do stwierdzenia ponownie, i to w możliwie krótkim czasie — że jestem artystą. Jeśli potrafię stworzyć jedno chociażby piękne dzieło sztuki, pozbawić będę w stanie złośliwość jej jadu, tchórzostwo — jego wydrwiwań, i z korzeniem wyrwać będę mógł język wzgardzie.