Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


O ile życie jest, a jest nią napewno, zagadką dla mnie, i ja takąż samą jestem zagadką dla życia. Ludzie zająć muszą wobec mnie wyraźne stanowisko, i tem samem wydać wyrok zarówno na mnie, jak i na siebie samych. Zbytecznem byłoby chyba dodawać, że nie mówię o poszczególnych jednostkach. Jedynymi ludźmi, z którymi chciałbym teraz przestawać, są artyści i ci, którzy cierpieli: ludzie, którzy wiedzą, czem jest piękno i czem jest cierpienie; nikt inny nie interesuje mnie. Nie żądam też niczego od życia.
We wszystkiem, o czem mówiłem, obchodzi mnie wyłącznie duchowy mój stosunek do całokształtu życia; czuję też, że jedną z pierwszych rzeczy, do których dążyć muszę w imię własnego doskonalenia się i z powodu własnej niedoskonałości, jest niewstydzenie się tego, że byłem karany.
Następnie uczyć się muszę, jak być szczęśliwym. Kiedyś umiałem to, a przynajmniej myślałem, że umiem, intuicyjnie. W sercu mojem stale panowała niegdyś wiosna. Temperament mój pociągał mnie ku radości. Po brzegi wypełniłem życie moje używaniem, jak czarę wypełnia się po brzegi winem. Teraz biorę życie zupełnie inaczej; zapatruję się na nie z zupełnie innego stanowiska, i często