Strona:Oscar Wilde - De profundis.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

dzo ucieszyło mnie, wystawienie mojej sztuki; wyraź też serdeczną moją wdzięczność Luignë-Poemu: ma to wszak duże znaczenie, że pomimo mojego poniżenia i mojej hańby, uważany jestem wciąż jeszcze za artystę. Chciałbym módz cieszyć się jeszcze bardziej, ale zamarły we mnie widocznie wszystkie uczucia, z wyjątkiem bólu i rozpaczy. Bądź jednak łaskaw zakomunikować Luignë-Poemu, że oceniłem należycie zaszczyt, jaki mi zrobił. On sam jest poetą. Obawiam się, że będzie ci trudno odcyfrować moje pismo. Nie pozwalają mi tutaj używać materjałów piśmiennych, wskutek czego mam wrażenie, że oduczyłem się pisać. Musisz mi wybaczyć. Podziękuj M-owi za tyle jego trudów i kłopotów; przysyłał mi książki; — niestety, bóle głowy, jakich zaczynam doznawać, nie pozwalają mi czytać moich greckich i łacińskich autorów. Dla tego też niewiele mi oni jeszcze pomogli. Bardzo uprzejmie było jednak z jego strony, że pozostawił wybór książek mnie samemu. Poproś go też, aby zechciał wyrazić wielką moją wdzięczność owej pani, mieszkance Wimbledon‘u.
W odpowiedzi na list ten napisz mi, co się dzieje nowego w piśmiennictwie: jakie wyszły książki i t. d., także o sztuce Johns‘a,