Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/25

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jemu stoła nie zastawią,
Stół ma na kolanie.
Po wstążce go poznać może,
Po ojczystym godle,
Odpoczywa w ciemnym borze,
Na zrzuconym siodle.
Przy nim tłumno, że aż czarno,
Jak ul na wyroju.
Z wszystkich stron się k’niemu garną
Ochotnicy boju.
Sandomierzak idzie srogi,
Rusin od Zamościa,
Idzie Mazur boso-nogi,
A wódz wita gościa.
Z każdym uścisk rad podzieli,
I pogada krótko,
I z każdym się poweseli,
Poczęstuje wódką.
Jak przy ojcu, dom, rodzina,
Różne barwy, stroje,
Nie ma miodu, nie ma wina,
Lecz są dzieci moje...
Między braćmi Marcin stawa:
Trunek w usta płynie,
Byle żyła polska sprawa,
Niech Lelewel zginie...

W złą godzinę wyrzekł słowo,
Nasz hetman ochoczy,
Toż mogiłą sławną, nową,
Kraków się otoczy;
Dosyćby już na trzech było,
Dość Wandy i Kraka;