Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Oj mogiło, tyś mogiło!
Wieżą dla Polaka...
Na trzy strony kopce stoją,
Odprawują warty,
Rychło będą sypać twoją,
Marcinie od czwartéj...

Już domierza Marcin końca,
Swiecąc nad narodem,
Jak największe lice słońca,
Nad samym zachodem.
Zanim zgaśnie twarz słoneczna,
Pierwej świat oświeci;
Nim go skryje ciemność wieczna,
Podziwcie się dzieci.

Oj! wy pola Terespola,
Oj! ty rolo święta,
Co to męztwo, co niewola,
Moskal popamięta,
Marcin gromił wrogów tłuszczę
Od świtu do zorzy,
Niedobitki wpędził w puszczę,
Jako wicher boży...

Jak z Kościuszką, kosyniery
Szły na wrogów działa,
I na polu dziatwy szczeréj
Wolna pieśń zabrzmiała,
Widziéć było, jak się rusza
Polska wiara nowa,
Olkuszanin od Olkusza,
Lwowianin od Lwowa.
Zgrzyt bagnetów, świst kartaczy,