Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czysto źródła biją.
Marcin spojrzał w świat weseléj,
Serce się podniosło,
A im daléj szedł, tém śmieléj
Wiodło się rzemiosło.
W niskich chatach, po warsztatach,
Po miejskich gospodach,
Po wędrówki długich latach,
Zwiedział się o wodach.
Poznał studniarz polską ziemię,
Wmiesił czapkę krasną,
Żyje jeszcze polskie plemię,
Niech mnie gromy trzasną...

Hej! Warszawoż, ty Warszawo,
Ty kochane gniazdo,
Stare miasto, stara sławo,
Całéj Polski gwiazdo.
Kto się smuci temu gorzéj,
Niech go piorun spuka,
Niech się święci ludek boży
I studniarska sztuka...
Naród polski Boga błaga
I czci imię Boże,
Lecz kto sobie nie pomaga,
Bóg mu nie pomoże...
Nie ma broni, lecz są dłonie,
Kto tam mędrków słucha.
Gdy są dłonie, będą bronie,
Tylko trzeba ducha.
Jedno życie matka dała,
Raz ci umrzéć trzeba,
Na toż praca nasza cała,