Strona:Opowiadanie mazowieckiego lirnika - Marcin Borelowski Lelewel.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


By się dobrać chleba?
Że ktoś zginie, ot gadanie,
To i tak trza zginąć;
Ale Polska raz powstanie,
I znów będzie słynąć.
I świat o nas kiedyś powie:
Ze nie z łaski króli,
Lecz że Polskę jéj synowie,
Po kuźniach wykuli.
Wyszyli ją krawcy złotem
Na polskim obszarze,
Nie pytajmy co tam potem,
Reszta się pokaże...

Ducha! ducha! wiara krzyczy,
A pobijem wrogi;
Kto ofiary dla cię liczy,
Polski kraju drogi?...

Czy w czuwaniu, czy we spaniu,
W pracy, czy przy szklance,
Inni myślą o kochance,
Marcin o powstaniu.
Żadna myśl nie przeszła płocha
Po głowie prostaczéj,
Kto ojczyznę szczerze kocha
Nie może inaczéj...
Polska mu się przypomina,
Spustoszone łany,
Polska woła na Marcina:
Tyś mój syn kochany.
Miła żona, miłe dziatki,
Miły domek człeku,