Strona:Octave Mirbeau - Ksiądz Juliusz.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


balon... Cześć wydęta jest u góry... nieprawdaż? A więc to cięży...
Potem wrócono do księdza Juliusza. O pół do jedenastej Robinowie zaczęli się wybierać do domu.
— Proszę się dobrze zastanowić droga pani! — mówiła obrzydła pani Robin do matki, wdziewając swój kapturek — Nie radzę działać porywczo... nie wiadomo nigdy co może nastąpić... a zresztą gdybyśmy się mogli na coś przydać... proszę, bardzo proszę, bez ceregieli!... Tak serdecznie kocham łaskawą panią, tak mi się serce wyrywa do małego Albertka!...
Ojciec półgłosem rozmawiał z panem Robin.
— A może to z gacyi tobiet?
— Nie... nie!... odparł ojciec... W tem musi tkwić coś innego! Co on też u licha mógł zmajstrować w Paryżu?