Strona:Octave Mirbeau - Ksiądz Juliusz.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ojciec ... Parę słów tylko... oczekujemy go z dnia na dzień... nie znamy zresztą jego zamiarów.
— Ale wgeszcie może wiadomo państwu choć, czy wgaca na czas dłuższy... na stałe, czy może tylko w odwiedziny przyjeżdża?
— Zdaje się, że na stałe... tak przynajmniej domyślamy się z listu... Naturalnie, o tem co robił w Paryżu ni słowa... Ach, zawsze jest jeszcze tylko prostym księdzem.
Ojciec jak mi się wydawało śledził wzrokiem wyraz twarzy sędziego, szukając w niej rady, pomocy. Wszystkie wątpliwości i obawy opanowały go na nowo i pewny jestem, że w tej chwili brat przedstawiał mu się w postaci księdza apostaty, z długą brodą świecką, w czarnym surducie.
— No, no — ozwał się pan Robin — więc wgeszcie ujrzymy owego słynnego tsiędza Juliusza!
— Będziemy mieli w niedzielę o jedne mszę więcej, — rzekła z ukontentowaniem pani Robin. — To bardzo mnie cieszy!... Od czasu, gdy wikary, ksiądz Desroches został kapelanem pana de Blande, służba boża jest rzeczywiście tak niedostateczną... tak skąpą!...
I zwracając się do matki spytała:
— Ksiądz proboszcz niewątpliwie wie o tem... i cóż on na to... Co mówi?
— Ach... — odparła matka — ksiądz proboszcz jest zachwycony... Ale on wszystkiem się zachwyca,