Strona:Octave Mirbeau - Ksiądz Juliusz.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ae to me gacya... bądźmy spgawiedliwi... przemawia wybognie!
W niedzielę zasiadano gremialnie do partyi »borra, w którym brał udział także proboszcz Sortais. Chociaż stawki stanowiły jeno skromne ziarnka fasoli, pani Robin zacietrzewiała się, stawała wprost dziką i zachłanną. Żądała unieważnienia wszelkiego, choćby najlżej nieformalnego pociągnięcia, powołując się na dosłowne brzmienie regulaminu gry. Pan Robin nawykły do odcyfrowywania zagmatwanych spraw sądowych i egzegezy jurydycznej podejmował się wyjaśnień, dyskusyj i wyroków.
— »Bog« — zapewniał przybierając pozę prezydenta trybunału — góźni się znacznie od todetsu... to pgawda, ale nie ulega twestyi, że i tu natgafiamy na pewne otoliczności, ttóre czynią go pgawie podobnym do pgawodawstwa.
W rezultacie, rozstrzygał zawsze kwestyę sporną na korzyść żony.
Robinowie prowizorycznie zajmowali pierwsze piętro domu, będącego własnością dwu bogatych dewotek, starych panien nazwiskiem Lejars. Obie były grube, chód miały chwiejny, jednakie zawsze suknie i ogromne wola na szyjach, co należało już do osobliwości Viantais. Robinowie pozostawili swe meble i urządzenie w Bayeux pod dozorem jakiejś ciotki, gdyż byli tego mniemania, że w Viantais godnego ich urządzenia pomieszkania znaleść niepodobna. Zajmowane przez nich ubi-