Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/301

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   287   —

Gdy tyle zasłużyły!... Nieszczęsna Semele
W ufności szuka kary i ginie w popiele...[1]
Lecz na co fukam? na co niebianom złorzeczę?
I bogi mają oczy i ich miłość piecze.
Sam gdybym został bogiem, nie karałbym mściwie,
Choćby mię zwiodła jaka kobietka kłamliwie.
Sam przysiągłbym, że prawda, co kobieta powie,
Nie byłbym z bogów, co się skrupulatnym zowie.
Ty jednak, dziewczę, skromniej obchodź się z ich darem,
Lub mych oczu nie ściskaj boleści ciężarem.

(B. Hulewicz).


Elegia 13 ks. III.
Poeta żegna się z Wenerą i jej synem.

Lubej miłości matko ukochana,
Szukaj innego dla siebie poety,
Tu koniec bierze i dochodzi mety
Słodkich elegij praca dokonana.
Te ja mieszkaniec Peligna krainy[2]
Składałem w słodkim dla płci pięknej tonie,
Ani me za to lice wstydem płonie,
Żem mej rozkoszy dał na widok czyny.
A jeśli zacny ród co sławy nada,
Nie w zgiełku wojny uczyniony trafem,
Ni za pieniądze baronem lub grafem,
Lecz stary szlachcic z wieków od pradziada.
Mantua zaszczyt z Marona odnosi,
Katullus sławy przydaje Weronie,
Mnie wychowańca na Pelignu łonie,
Sława zaszczytem Pelignu ogłosi.
Złotej wolności zagrzany miłością,
Odważną rękę ściągnąłem do broni.
Gdy połączonej wspólnie zamach dłoni,
Rzucał o Rzymu losy sporną kością.
A tak z przychodniów mniemam, że ktoś powie,
Widząc Sulmony w okrąg szczupłe wały:
O mury! coście tak wielkiego dały
Poetę, ja was słusznie gmachem zowię.
Chłopcze! którego dla mnie prawem woła,
I matko dziecka odemnie wielbiona,
Niech już chorągiew wasza ułożona
Nie będzie odtąd znakiem mego pola.

  1. Semele ukochana od Zeusa, spaliła się, gdy ten bóg na jej prośbę ukazał się jej w całej swej potędze.
  2. Owidyusz był rodem z Sulmony w kraju Pelignów.