Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Skocz do: nawigacja, szukaj
Ta strona została skorygowana.
—   271   —


C) Bukoliki.
Po bitwie filipińskiej, Oktawiusz Cezar zwycięsca, na ukaranie przywiązanych do strony Kasyusza i Brutusa miast, a między niemi Kremony, role ich zasłużonym żołnierzom podzielić rozkazał. Pola mantuańskie, sąsiedzkie Kremony, popadły temuż losowi. Wergiliusz za wstawieniem się Mecenasa otrzymał powrócenie łanów ojcu swemu. W osobie Melibeusza, który wychodzi z dziedziny i spotyka spokojnego wśród powszechnej klęski Tytyra, wystawia nieszczęśliwych Mantuańczyków: a ojca swojego w osobie Tytyra.

Melibeus.   Tytyrze! pod bukowym spoczywając cieniem
Dumasz, na wątłej słomce wiejskiem nucąc pieniem:
My pola, my ojczyste rzucamy zagrody,
My wygnańce! Ty uczysz wśród lubej swobody
Brzmieć imieniem nadobnej Amarylli gaje.
Tytyr.   O Melibeju! bóstwo to mi wczasy daje.
Bóstwem on będzie dla mnie; jemu z trzody mojej
Często pierwotne jagnię krwią ołtarz napoi.
On mym wołom dozwala błąkać się po roli,
I mnie na wiejskiej fletni przygrywać do woli.
Melibeus.   Nie zajrzę ci, Tytyrze, lecz raczej się dziwię;
Wszakże dotąd panuje ucisk na tej niwie:
Oto słaby już pędzę stad ubogą trzodę;
Tę chorą jako widzisz macierz ledwo wiodę,
Co na gołe krzemienie pomiędzy leszczyną,
Bliźnięta, trzód nadzieję, zroniła jedyną!
Ach dawno nam to klęski dąb, gromem rażony,
I złowrogiej na jodle krzyk objawił wrony!
Ale któż jest tem bóstwem? niech Tytyr mi powie.
Tytyr.   Miasto, które się Rzymem, Melibeju, zowie,
Prostak mniemałem wprzódy, że nasze podobne,
Dokąd na targ pędzimy stąd przychówki drobne;
Psom równałem szczenięta, jagnię do macierzy;
Tak się zwykle po małej rzeczy wielka mierzy:
Lecz tyle Rzym swe szczyty wzniósł nad inne miasta,
Ile cyprys poziome kaliny przerasta.
Melibeus.   Co Rzym zwiedzić, Tytyrze, chęć zajęło w tobie?
Tytyr.   Wolność, która mi w późnej zajaśniała dobie,
Gdy z mej twarzy sędziwsza już spadała broda.
Przyszła jednak choć długo żądana swoboda,
Jak zaczęła mej sprzyjać Amarylla doli;
Bo gdy mię Galatea trzymała w niewoli,
Ni swobody nadzieja, ni pieczy o stadzie!
Choć często na rzeź poszedł skop w mojej gromadzie,
Choć z mleczywa tłoczyłem ser dla miasta mnogi,
Z próżną dłonią w domowe powracałem progi.
Melibeus.   O Amaryllo! czemu twe oczy płakały?
Na kogo owoc czekał na drzewie dojrzały?
Domyślam się: Tytyra nie miały te kraje:
Ciebie wzywały krzewy, strumyki i gaje.