Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/248

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   234   —

Ustępujcie mi z ulic, bom wpadł wśród szalonych,
By dla szalonych warzyć! Tak wysmarowali
Mnie biednemu kijami plecy i czeladzi!
Wszystko boli — umieram! Tak mnie dziad ten ćwiczył!
Nigdy mi w mojem życiu lepiej drew nie dano!
Mnie i tych tu kijami obdarzonych wygnał.
Lecz, na bogi, zginąłem! drzwi otwiera! idzie,
Ściga mię!

Podejrzenia względem Megadora wraca Euklionowi, więc gdy mu proponuje wypicie kieliszka, odmawia, mówiąc, że zawsze wodę tylko pija.

Megador.  Jednakże, jakom żywy, dzisiaj cię upoję.
Euklio  (do siebie).
Już wiem, co on zamyśla — chce mnie pod stół dostać,
Ażeby moje złoto zmieniło mieszkanie.
Lecz ja temu przeszkodzę — zakopię je bowiem
Gdziekolwiek po za domem, a tak będzie szkoda
Jego czasu, zachodów i starego wina.

Jakoż zakopuje garnek w świątyni Wierności (Fides), lecz źle na tem wychodzi, gdyż jeden z niewolników podpatrzył Eukliona i zakradł się do świątyni. Skąpiec przeczuciem tknięty wraca pomieszany:

Euklio.  Nie bez ale zawrzeszczał kruk po mojej lewej,
Pogrzebał ziemię nogą, a potem zakrakał.
Serce moje wyprawia dziwne jakieś skoki
I wali jakby młotem! I ja się nie śpieszę!

(Spostrzegłszy niewolnika Strobila, chwyta go i bije).

Precz, glizdo, coś dopiero z pod ziemi wylazła,
Że cię tu nie widziałem; więc zginiesz wylazłszy!
Ja ciebie, czarowniku, na sucho nie puszczę!
Strobil.  Jaka cię zła myśl trapi? Czego chcesz ty, dziadu!
Czemuż mnie ty wywracasz, czemu szarpiesz, bijesz!
Euklio.  Jeszcze pytasz? smagańcze, złodzieju, rabusiu!
Strobil.  A ja co ci ukradłem?
Euklio.  Oddaj!
Strobil.  Co?
Euklio.  Ty pytasz?
Strobil.  Ja ci nic nie ukradłem.
Euklio.  Lecz oddaj, co wziąłeś.
Strobil.  Co ty chcesz?
Euklio.  Boś mi ukradł.
Strobil.  Co chcesz? nie rozumiem.
Euklio.  Dawaj!
Strobil.  To ty, stary, lepiej znasz ode mnie
Euklio.  Dawaj zaraz! bez żartów! Żartów tutaj nie masz!
Strobil.  Co mam dać? powiedz przecież, nazwij po imieniu!
Na bogi! nic nie wziąłem, ani nie ruszyłem.