Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/247

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.
—   233   —

Nóż kuchenny, siekierę, moździerz albo tłuczek
I sprzęty, jakich lubią pożyczać sąsiedzi,
Powiedz, że nam niedawno ukradli złodzieje.
Krótko mówiąc, niech w dom nasz, dopóki mnie niemasz,
Nikt nie wchodzi! To tobie zapowiadam głośno:
Choć Fortuna wejść zechce, ty jej nie masz wpuszczać.

Powracając do domu, Euklio spotyka sąsiada swego Megadora, który oświadcza mu się o rękę córki. Zrazu przestraszają go te oświadczyny, gdyż przypuszcza, że Megador dowiedział się o jego skarbie, ale nabrawszy przekonania, że tak nie jest, zgadza się na jego prośbę. Megador posyła podczas nieobecności Eukliona, który poszedł kupować zapasy na wesele, niewolników do jego domu, ażeby przygotowali ucztę. Skąpiec nie wiedząc o tem, mówi za powrotem do siebie:

Chciałem dzisiaj koniecznie być hojnym, rozrzutnym,
By przecież na weselu córki sobie użyć.
Idę przeto na rynek i pytam o ryby;
Powiadają, że drogie; baranina droga,
Wołowina też droga, droga cielęcina,
Ryba morska, świnina — słowem drogie wszystko;
Dla mnie tem bardziej drogie, bom nie miał pieniędzy.
Odchodzę rozgniewany, nie mogąc nic kupić.
A tak tedy oszukałem tych wszystkich plugawców[1],
A potem idąc drogą, mówiłem do siebie:
„Jeśli się w uroczysty dzień puścisz na zbytki,
To możesz w dzień roboczy łapy lizać z biedy“.
Wpoiwszy tę zasadę sercu i brzuchowi,
Kazałem chęci mojej zgodzić się z tem zdaniem,
By z kosztem jaknajmniejszym wydać córkę za mąż.
Kupiłem więc kadzidło, te kwieciste wieńce,
Złożę je na ognisku dla naszego Lara,
By dał szczęście mej córce w małżeńskiem pożyciu.
Lecz co widzę? Drzwi mego domu są otwarte!
A jaki hałas wewnątrz! Czy mnie okradają?
Kongryo.  (kucharz przysłany przez Megadora, mówi z domu):
Pożycz garnka większego tu zaraz w sąsiedztwie,
Jeżeli dostać możesz, bo ten jest za mały,
Nie chce się wszystko zmieścić.
Euklio.  O, ja nieszczęśliwy!
Już po mnie! kradną złoto i szukają garnka!
Zginę, jeżeli zaraz nie wpadnę do domu.
Przyjdź w pomoc, Apollinie! ratuj, błagam ciebie!
Przeszyj twemi strzałami tych rabusiów skarbu!
Wszak już i w innych razach byłeś mi pomocnym.

Wpada do domu, a po chwili wybiega stamtąd Kongryo wraz z kilku kuchcikami.

Kongryo.  Przyjaciele, ziomkowie, krajowcy, przybysze,
Koloniści, sąsiedzi, precz z drogi, bym uciekł!

  1. Bo myśleli, że Euklio coś kupi, a nie kupił nic.