Strona:Obraz literatury powszechnej tom I.djvu/168

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    —   154   —

    Powiem ci prawdę, żono; gdym wszedł na te szlaki,
    Gdzie potrójny gościniec we trzy strony wiedzie,
    Aliści idzie woźny, a za nim mąż taki,
    Jakiego opisałaś tuż na wozie jedzie.
    Uważam, że i starzec i woźnica społem
    Chcą mię spędzić precz z drogi, którą iść począłem;
    Wtedy ja gniewem o to uniesiony srodze,
    Woźnicę-m napastnika powalił na ziemię,
    A starzec postrzegając, że k’niemu podchodzę,
    Dwakroć bodźcem na konie ciął mię w samo ciemię.
    Ale miał też za swoje, choć nie w równej mierze;
    Bo gdy kijem go za to z tej reki uderzę,
    Wraz w wozu na wznak pada, a ja w tejże chwili
    Morduję wszystkich, którzy mu towarzyszyli.
    Jeśli więc co wspólnego ma ten nieznajomy
    Z zabitym Lajem, jest-że czyj los równie srogi?
    Mogą-li kogo bardziej nienawidzić bogi!
    Obcy i swoi zamkną przedemną swe domy,
    Nikt do mnie nie przemówi słowa w mieście całem.
    Ja sam ten straszny wyrok na siebie wydałem.
    Muszęż tedy wygnańcem opuścić te strony;
    A nie wolno mi nawet widzieć się z mojemi,
    Nie wolno nogą stąpić do rodzinnej ziemi,
    Bo tam mam zostać mężem mej matki rodzonej
    Bo tam, niestety, Polib, jak w wyrokach stoi,
    Mój rodzic i karmiciel, zginie z ręki mojej
    I czyż nie słuszna twierdzić, że klęsk takich siła
    Jakieś chyba zawzięte bóstwo na mnie zsyła.
    Lecz bogi sprawiedliwe! nie dopuśćcie przecie,
    Abym ja miał dnia tego doczekać na świecie!
    Niech ja wyłączon będę wprzód z śmiertelnych grona,
    Nim ta sprośna ohyda na mnie się dokona!

    W duszy Edypa jest jeszcze nadzieja, że nie on był zabójcą Laja, gdyż według opowiadania żony, tłum go zamordował; oczekuje więc niecierpliwie przybycia pasterza, jedynego świadka z owych czasów. Jokasta tem stara się pocieszyć męża, że zabójcą Laja miał być własny syn jego. Wtem przybywa goniec z Koryntu z wieścią o śmierci Poliba; to na chwilę przejmuje króla radością i pobudza do wypowiedzenia słów wątpliwości co do prawdy wieszczb dawanych w świątyniach, ale niebawem wpada znowu w smutek, gdyż Meropa jeszcze żyje; nie chce więc wracać do Koryntu, do czego nakłonić go się stara Goniec, opowiadając, że Polib nie był wcale jego ojcem, że Edypa znaleziono dzieckiem na górze Kiteronie z przekłótemi nogami. Niewolnik, od którego on (Goniec) wziął chłopca, żyje dotąd, to ten sam, który był świadkiem śmierci Laja. Jokasta słuchając tych wyjaśnień, domyśliła się już strasznej prawdy, lecz radaby odwieść męża od dalszego wywiadywania się: „Dość już i tego, co ja cierpię“ — powiada ona i oddala się wołając: biada tobie, biadał Nadchodzi Pasterz, w którym Goniec poznaje owego niewolnika, co mu oddal dziecko, ale ten z przestrachu wypiera się wszystkiego, tak że Edyp zmuszony jest do użycia groźby śmierci, ażeby wymusić wyznanie.

    Sługa.   Miał on być synem Laja; ale wreszcie, kto wie!
    Żona twoja, Jokasta, najlepiej ci powie.