Strona:Objawienia Najświętszéj Maryi Panny w Gietrzwałdzie.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dotykano rękami ich twarzy i naturalnie otwarte oczy bardziéj z dołu i z wierzchu otwierano, lecz oko się niewzdrygało. Gdy atoli głowę obracano im w tę i w ową stronę i w tył przechylano, wtenczas oczy czyli źrenice nie obracały się razem z głową w tę lub ową stronę — owszem przeciwnie były wlepione tam, gdzie N. Panna na klonie się znajduje; oczy ich zatém nie pozwoliły oderwać się ani na sekundę od celu swego widoku. Ręce, trzymające zwykle Różaniec, który im łatwo odebrać można i ani tego nie czują, a które zwykle niżéj piersi są złożone, lub téż w takiej postawie o jaki przedmiot są oparte — można im odjąć i opuścić, a takowe bezwładnie opadają; można im je znowu podnieść i w poprzedniéj postawie ułożyć, w któréj téż nieporuszone z palcami nieregularnie ułożonemi pozostaną. Puls, czyli tętno bije regularnie, regularny téż oddech wzdyma lekko ich pierś. Jednéj w oddaleniu od drugiéj klęczącéj dziewczynce zastawiano oczy chustką tak, że tamtéj wcale widzieć nie mogła. Gdy jednak N. Panna błogosławiła, obie razem żegnając się, niski oddały pokłon. A gdy już Najśw. Panna odejdzie, ekstaza dziewcząt kończy się i są natychmiast w zupełnéj przytomności. Próby przez księży przedsięwzięte tak były liczne i „gruntowne“, że wszystkim aż żal było niewinnych tych dzieci, które za przedmiot ich doświadczeń służyć musiały. Jeden z profesorów zamkniętego seminaryum duchownego w Pelplinie (X. lic. Rosentreter) n. p. nie tylko experymentował przy oczach i szczypał Barbarę Samulowską, skoro ekstaza nastąpiła, ale i kilka razy tak silnie ją żgnął igłą, że późniéj dość obficie krew popłynęła, ale ani najmniejszego drgnienia nie można było spostrzedz, natomiast po 8 minutach skoro widzenie znikło i stan ekstatyczny ustał, natychmiast chwyciła drugą ręką za zranione miejsce i widocznie ból na jéj twarzy się malował. Niedziw tedy, że jéj matka, prawie z oburzeniem się skarżyła, że jéj dziecko „mordują“ i gdy późniéj się dowiedziała, że pewien pan, który przy córeczce jéj stał, jest lekarzem i ma polecenie ją doświadczać, z przerażenia omdlała. Zdaniem naszém katolik i każdy, który z góry porządku nadprzyrodzonego nie odrzuca, o zjawieniach cudownych w tym odległym zakątku ziemi polskiéj ani wątpić może; uczciwy zaś niedowiarek musiałby wyznać, że tu coś zachodzi, czego ani rozumem swoim pojąć, ani nauką wytłómaczyć sobie nie potrafi. Kto zaś sam uczciwości nie posiada i u drugich jéj nie przy-