Strona:O ontologicznej beznadziejności logiki, fizykalizmu i pseudo-naukowego monizmu wogóle.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niemożność absolutna sprowadzenia bijologji do fizyki, niemożność ominięcia jedności osobowości w psychologji (nawet u tego typu psychologa co Cornelius), mimo zapewnień Macha, że „ja”, to tylko „praktyczna jednostka” i wmawiań Russella, że „ja”, to „gramatyczna istność”, (ale skąd się bierze „praktyczność” w skupisku elementów i gramatyka w „neutral-stuff’ie”); dalej: kryzys fizyki i pojawienie się w niej obserwatora-operatora, który wyrzucony z niej jako stwór żywy i dla którego niema miejsca w czystym poglądzie fizykalnym, wlazł do niej znowu w teorji względności, a jeszcze bardziej w mikrofizyce, co wyraża się np. w operacyjnej teorji pojęć fizykalnych Bridgmana; następnie kwestja empiryzacji i psychologizacji logiki, a z drugiej strony jej pewien absolutyzm i to na tle formalizmu i konwencjonalizmu, a dalej jej ontologiczne zapędy w celu zniszczenia samej filozoficznej problematyki w zarodku jako nonsensu, jako czegoś, co nie może być wyrażone w zdaniach wogóle, bez uwzględnienia tego, że same korzenie logiki nie tkwią ani w przypadkowo takiej, a nie innej psychologji danych istot, ani w ich ograniczonej empirji, tylko w ontologji, poprzez ten fakt ogólno-ontologiczny, że logika, to prawodawstwo w sferze pojęć, a pojęcia, czyli znaki posiadające znaczenia, są wytworami społecznie żyjących istot żywych. Chodziłoby o wynikanie takiej, a nie innej logiki z praw ogólnych Istnienia, których nie przyjąćbyśmy nie mogli; to wszystko razem dowodzi, że w obrębie samych nauk sytuacja nie jest wyraźna, że nie pomoże tu nic jedynie jakaś ich synteza, bo same one potrzebują prześwietlenia w jakimś ogólnym poglądzie filozoficznym właśnie, t. zn. poza ściśle-naukowym, ściślej poza fizykalnym, któryby im dopiero wyznaczył właściwe miejsce i ograniczył włażenie jednych na tereny drugich, jako proceder beznadziejny, wytwarzający tylko pomieszanie pojęć i poglądów.
Konflikt nauki i filozofji datuje się od tych czasów, kiedy nauka, we wspaniałym swym zaiste rozwoju, zabrnęła w końcu w materjalistyczną ideologję i kiedy filozofja, opuściwszy świat realny, umknęła wszelkiej kontroli w balonie hypostazyjnego i zgoła werbalnego idealizmu. Konflikt ten jest do złagodzenia przez definitywne przezwyciężenie związanego z nim realizmu pojęciowego, który jest jego powolnym sługą i prowadzi do sfałszowania radykalnego psychologji przez teorję „aktów” i „intencjonalności”, a przez to tworzy pojęcia niby-ostateczne, które zagważdżają również filozofję, jak to się dzieje w fenomenologji Husserla, prowadzącej do odrealnienia świata i stworzenia fałszywego jego obrazu, jako rzadkiego względnie skupiska spirytualistycznych punktalnych, bezcielesnych w istocie monad, z nie-