Strona:O ontologicznej beznadziejności logiki, fizykalizmu i pseudo-naukowego monizmu wogóle.djvu/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




O ONTOLOGICZNEJ BEZNADZIEJNOŚCI LOGIKI, FIZYKALIZMU I PSEUDO-NAUKOWEGO MONIZMU WOGÓLE I O PERSPEKTYWACH KONCEPCJI MONADYSTYCZNEJ.

Wytworzyło się w ostatnich czasach przekonanie, że filozofja, jako tworzenie t. zw „systemów”, skończyła się, że miejsce jej musi zająć jakaś bliżej nieokreślona „synteza” nauk ścisłych, absolutnie pewnych w swych wynikach, lub też logiczna kontrola tychże nauk, prześwietlanie ich pojęciowych podstaw i tworzenie ścisłego języka znaczkowego, w którymby one bez żadnych niejasności bez reszty wyrażone być mogły. To ostatnie dążenie jest zrozumiałe i w istocie swej wartościowe. Niewiadomo tylko, czy samo, nawet do końca zrealizowane, jest w stanie usunąć wewnętrzne niezgodności i kwestje dotąd nierozstrzygalne, w obrębie każdej z poszczególnych nauk tych pojawiające się, a mające, mojem zdaniem, źródło swe w problemach ontologicznych. Co zaś do „syntezy” owej, okazało się jawnie, że jest ona niemożliwa do osiągnięcia bez rozstrzygnięcia wprzód zasadniczych konfliktów ontologicznych wobrębie samej filozofji np. problemu idealizmu i realizmu, kwestji stosunku poglądu fizykalnego i psychologistycznego, a dalej stosunku fizyki do bijologji, czy kwestji istnienia t. zw. „materji martwej” i żywej zindywidualizowanej — a inna jest niewyobrażalna. Poszczególne nauki, w miarę ich rozwoju we własnych ich zakresach, nawet bez przecinania się i zachodzenia jednych na drugie, wytwarzają swoiste problematyki, graniczące z wyżej wymienionemi zagadnieniami, które to ostatecznie powstają w swych rozwiniętych postaciach już na tle analizy związków nauk tych między sobą.

3