Strona:O kogucie i lisie (1939).djvu/23

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Taki byłem niedobry dla ciebie, dokuczałem ci i nic nie chciałem robić — mówił — a ty z narażeniem własnego życia uratowałaś mnie od śmierci.
— Ach, nie ma o czym mówić — gdaknęła kurka — taka jestem rada, że znów jesteśmy razem.
— Ja też bardzo cię przepraszam, że byłam niegrzeczna — pisnęła myszka — ale to kogucik tak mnie rozpieścił.
— Brzydko zwalać winę na innych — strofowała ją kurka. — A teraz trzeba się zabrać do kolacji.
Ugotowała cały garnek kaszy jaglanej, a kogucik i myszka pobiegli do lasu po jagody. Kurka nakryła stół białym obrusem babci i przyniosła jeszcze jedną flaszkę wina z piwnicy.
— Wypijemy tylko po jednym kieliszku, żeby się nie upić, tak jak lis.

Na wspomnienie rozbójnika kogucik aż się wzdrygnął i znów czule spojrzał na swą żonę.

21