Strona:O Krasnoludkach i żelaznych górach (1929).djvu/22

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 20 —

Gdy tak płacze i zawodzi, ktoś cichutko doń podchodzi i odzywa się do niego, do chłopaka spłakanego...
— Podnieś głowę, chłopcze młody, za to życie, za swobodę, jakąś dał mi wczoraj zrana, wnet ożyje ukochana, ale trzeba iść do gaju, do świeżego, do ruczaju...
Podniósł Olaw w górę głowę... patrzy, widzi starą sowę, którą zranił karzeł srodze, gdy siedziała tuż przy drodze...
Chłopiec podniósł ją zranioną i wypuścił uleczoną...
Więc odwdzięcza się dziś jemu, strapionemu, nieszczęsnemu.
— Gdzież ta woda? powiedz ptaszę... ach! powrócisz szczęście nasze, jeśli życie dasz królewnie, co tak mówi słodko, śpiewnie...