Strona:O Krasnoludkach i żelaznych górach (1929).djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 17 —

szare, niby złote tak jaśnieją, blaski wokół wszystkich sieją...
Więc gdy poszedł wnet do króla, król się mocno tem rozczula, że młodziutki ów chłopczyna, mężnie życie rozpoczyna... że wniósł szczęście na tę ziemię, na żelazne owo plemię... I podziwiał król to dziecko, że gdy karły tak zdradziecko, wciąż przeszkadzać jemu chcieli i kamieni setki wzięli — on nie uląkł się ni bicia, ani razów, ani wycia...
Gdy zwołano już lud cały, poprowadził Olaw mały poprzez otwór z żelaz góry tam gdzie niebios są lazury, gdzie wciąż kwitną kwiaty, drzewa, gdzie i zboża kłos powiewa...
Co zachwytu, co radości, a co karłów wielkiej złości, że w ich państwo ktoś wszedł śmiało i rozwalił górę całą, więc