Strona:O Krasnoludkach i żelaznych górach (1929).djvu/13

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 11 —

praca!... Widzi karła, co się śmieje... Na nic twoje tu nadzieje!...
Otwór prędko się zamyka, Olaw biegnie, karzeł znika... Biedny chłopcze, twoja praca, nic a nic się dziś nie skraca!..
Przyszedł zrana, siedzi stara, niby jaka błędna mara, znowu sobie przyśpiewuje, ale chłopiec nic nie czuje, nic nie widzi, nic nie słucha, idzie kędy przestrzeń głucha, kędy z żelaz są tu góry, co wzbijają się w lazury...
Robi dzień i nockę całą, potem dzionek jeszcze mały... Nic nie widzi, nic nie słucha, chociaż, niby jaka mucha, brzęczy za nim wciąż od rana: Poco słuchasz króla pana?... Rzuć robotę, co ci potem? Obsypiemy ciebie złotem... złotem drogiem, kamieniami, szafirami, brylantami...
Nie mógł wstrzymać się chłopczyna, spojrzał, dziwna jakaś mina... w głos się