Strona:O Krasnoludkach i żelaznych górach (1929).djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 10 —

Wstał raniutko, poszedł w góry, gdzie najwyższe z żelaz mury, wziął swój oskard w górę bije, ze zmęczenia ledwie żyje...
A przed górą siedzi siwa, staruszeczka tak sędziwa, że się ruszyć już nie może, skąd się wzięła, wielki Boże!
Kiedy Olaw wciąż pracuje, ona raptem wyśpiewuje:

„Jesteś młody i uroczy,
Ja mam stare, zgasłe oczy,
Otom biedna, zziębła cała
Staruszeczka taka mała“...

Lecz się Olaw nie ogląda, końca pracy wciąż pożąda... Robi dzionek i noc całą i wywiercił dziurę małą... Ledwie otwór znać zdaleka... Co go jeszcze pracy czeka!...
Wtem ktoś kamień rzucił w niego... Och! ukarze śmiałka tego... Wnet gwałtownie się obraca... Na nic twoja cała