Strona:O życiu, dziełach i zasługach Ks. Piotra Skargi.djvu/58

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


do Zebrzydowskiego Skargę z upomnieniem. Podążył Skarga, ale uporczywego rokoszanina nie przekonał, rokoszowi zaradzić nie zdołał, jeno straszną nienawiść Zebrzydowskiego na siebie ściągnął.
Zebrzydowski zwołał drugi zjazd do Lublina, dokąd też przybył możny pan Stadnicki, zwany Djabłem. Słynął on w całej Polsce z popełnianych gwałtów, z krzykactwa i warcholstwa. Wyroki sądowe ścigały go za różne niegodziwe sprawy, ale on drwił sobie ze wszystkiego, mając na zawołanie tłum, podobnych do siebie, rozkiełzańców. Ten popierał teraz Zebrzydowskiego i obaj stanęli niby to „w obronie wolności“, a właściwie: w obronie swawoli i bezprawia.
Taki to Zebrzydowski i taki Stadnicki domagali się między innemi także i tego, aby król usunął Skargę ze stanowiska kaznodziei. Nie dziw, że im Skarga zawadzał, bo w kazaniach potępiał swawolę, bezprawie, a nawoływał do ładu, do poszanowania prawa, do posłuszeństwa władzy królewskiej.
Na to Skarga udaje się do Wiślicy, gdzie, po zjeździe w Lublinie, znaczna część szlachty się zgromadziła i tak do niej przemówił, tak ją poruszył, tak przekonał, że odstąpiła rokoszan i przyrzekła bronić króla.
Ale to była tylko mniejsza część szlachty,