Strona:O życiu, dziełach i zasługach Ks. Piotra Skargi.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ścią zdjęty, napada raz Skargę na ulicy, obsypuje go obelgami i w twarz uderza.
Powstało zbiegowisko, dworaka ujęto i do księcia zaprowadzono, aby go ukarał. Książę, acz sam kalwin, rozgniewał się i skazał napastnika na surową karę. Skarga spieszy do księcia i gorąco prosi, aby wybaczył gwałtownikowi, a prosi dopóty, dopóki książę kary nie odwołał.
Skruszony dworzanin pada Skardze do nóg i ze łzami w oczach błaga o przebaczenie. Skarga nie okazał mu najmniejszego gniewu, jeno upomniał, aby od hulanek odwykł i nadal żył przykładnie.
Innym razem znowu dworzanin królewski, katolik, oburzył się kazaniem, w którym Skarga przeciw zbytkom występował i wychodzącego z kościoła kaznodzieję także w twarz uderzył. Skarga spojrzał na dworzanina łagodnie i rzekł miłościwie: „Jeżeli ci się podoba, to uderz i w drugi policzek”.
Król chciał ukarać niegodziwca śmiercią, ale Skarga wyprosił mu życie i przebaczenie królewskie.
To znowu jakiemuś półpankowi nie spodobało się kazanie o rozrzutności, bo sam rozrzutnikiem był wielkim, więc i on uderzeniem w twarz kaznodzieję znieważył. Znieważony Skarga rzekł do niego: „Jeżelim źle mówił, daj świadectwo złemu“ i przed nikim się nie poska-