Strona:Noc letnia.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

to uczucie jak piorun strzaskało mu serce. — Ucieka — one gonią za nim, szumiąc powiewnemi szaty. — Przez dwie długie téj nocy godziny widziałem jak splątany, pomięszany, walczący, prosił się czasami ojca niebieskiego o siłę i cnotę, to znów w rozpaczy przebiegał sale godowe i szukał broni, by pchnąć się w piersi — ale nieznalazł jéj nigdzie! — Były inne w których, odwróciwszy się do czarownych postaci, przeklinał je i lżył, rozdzierał ich muślinowe przesłony i deptał nogami. — One płacząc i korząc się wołały: «O raz, raz tylko powiedz, że jedną z nas kochasz» wreszcie krzyknął w obłąkaniu: «kocham!» — Porwał w objęcia cudzego rodu dziewicę, wrzące usta złożył na jéj ustach, a ona go powlekła do sali tronowéj. —
Tam pan życia i śmierci zasiadł był na nowo pod zdobytemi sztandary. — Uderzyła jakaś nocy godzina; — dworzany stanęli w około. — Zwinęła się w górę makata kryjąca drzwi platynowe. — Herold zawołał na czekających za progiem, a weszli posłanniki