Strona:Noc letnia.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


2

W pieśniach waszych ludzie prości, zapamiętana dolina w któréj raz ostatni wódz przemawiał do braci — Ojcowie ją wasi odtąd nazywali jarem pożegnania — i dzieci wasze ją tak zwać będą, jeśli pieść przetrwa jeszcze jedno pokolenie — jeśli mowa wasza nie zgaśnie wraz z wami!

W śród trzech wzgórzów łagodnéj pochyłości, których stopy kąpają się w tym samym strumieniu, a czóła odeszły od siebi powiewając gęstemi krzewy, stanął w miesięcznych promieniach człowiek co przed godziną wyniósł klątwę z domu Bożego —