Strona:Nikołaj Gogol - Obrazki z życia.djvu/69

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


uspokoić, oświadczając, że wcale nie gniewam się na nią za to, że mi czasem podała źle oczyszczone buty. Wszak ona kobieta z gminu! Z gminem niepodobna mówić o rzeczach wyższej polityki. Przestraszyła się dlatego, że jest przekonaną, jakoby wszyscy królowie hiszpańscy mieli być podobni do Filipa II[1]. Ale wytłomaczyłem jej, że pomiędzy mną a Filipem niema żadnego prawie podobieństwa i że ja nie mam ani jednego kapucyna. Do biura nie chodziłem. Pal je dyabli! Nie, przyjaciele! nie uda się wam zaciągnąć mnie tam napowrót; ani myślę przepisywać przebrzydłych papierów waszych.

Marcorudnia 86. dnia. Pomiędzy dniem a nocą.

Dziś przychodził do mnie nasz egzekutor z rozkazem, bym szedł do biura, ponieważ już od trzech tygodni nie byłem na mojem stanowisku służbowem. Ale ludzie nie mają racyi; rachują na tygodnie. To wprowadzili żydzi, bo ich rabin kąpie się wtenczas. Tak tylko, dla żartu poszedłem do biura. Naczelnik wydziału sądził, że będę mu się kłaniał i przepraszał go; ale ja popatrzyłem nań obojętnie, nie bardzo gniewnie, ale też nie bardzo łaskawie, siadłem na swojem miejscu, jakby nie widząc nikogo. Patrzyłem na całą tę gawiedź kancelaryjną, i myślałem w duchu: „a co, gdybyście też wiedzieli, kto wpośród was się znajduje?“... Boże mój, ileby to było hałasu, bieganiny! nawet sam naczelnik wydziału kłaniałby mi się do kolan, jak teraz kłania się przed dyrektorem. Podano mi jakieś papiery, bym z nich wyciąg wygotował... Nawet palcem tego nie tknąłem. W kilka minut potem, wszystko się poruszyło. Oznajmiono, że idzie dyrektor. Wielu z urzędników pobiegło, jeden przed drugim, by się mu pokazać. A ja, ani z miejsca! Gdy przechodził przez nasz pokój, wszyscy pozapinali fraki, ja — nie!... Co mi tam dyrektor! Jabym miał wstawać przed nim — nigdy! Jaki on dyrektor? On korek, a nie dyrektor. Korek zwyczajny, prosty korek, i nic więcej — ot taki sam, jakim korkują butelki. Najbardziej ubawiło mnie, kiedy mi podano papier do podpisu. Sądzili, że ja napisze na samym koniuszku arkusza: Naczelnik podwydziału taki to — Jeszcze czego! A ja na najwyższem miejscu, gdzie zwykle podpisuje się dyrektor departa-

  1. Filip II słynny z okrucieństwa i wielkiej pobożności.