Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy podania i obrazki historyczne 12 - Sobieski.djvu/40

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    grozy i niebezpieczeństwa, od dawna przez turecką armję nie widziany. Przypominał on wojsku, że ma umrzeć przy tym sztandarze, aby nie dostał się w ręce niewiernych.
    Rzeczywiście rozpierzchłe szyki gromadzić się znowu zaczęły, otaczając znak święty. Wytworzyło się tym sposobem jak gdyby jądro boju. Tu z całą siłą uderzyli teraz chrześcijanie, tu najzaciętszy opór stawili im Turcy. Nagle zachwiała się święta chorągiew i runęła pośród okrzyku tryumfu i rozpaczy. — Jeszcze chwila walki, zamętu i wrzawy — potem tureckie szyki pierzchają w nieładzie, niby spłoszone stado.
    Nic już teraz nie mogło wstrzymać uciekających: zaślepieni trwogą, biegli nieprzytomni, niezdolni do oporu. Cały obóz pozostał w zdobyczy zwycięzcom, w nim nieprzebrane skarby.
    Nim słońce zaszło, nie było już Turka pod Wiedniem...

    Król spoczywał pod suchym dębem pośród pola, zmęczony całodziennym trudem, po tylu bezsennych nocach i forsownym marszu. Twarz jego promieniała. Książęta niemieccy do nóg mu przypadali, ze łzami w oczach całowali ręce, na wszystkich ustach było jedno słowo: — Salwator! — Zbawca!
    A Jan III dziękował im nawzajem i oddawał pochwały zasłużone.
    U nóg jego leżała chorągiew proroka, którą potem posłał do Rzymu ze słowami: »Veni, vidi,