Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I znowu przyjął służbę, gdzie było najgorzej, bo gospodarz pił z nędzy, a gospodyni słynęła ze skąpstwa i złości.
Siedem lat przeżył wśród własnych poddanych, dzieląc ich ciężką dolę, oddając najpotrzebniejszym swą pracę, siły, zdrowie. Żył jak święty, modlitwą tylko krzepiąc ducha, w serca zgnębione wlewając otuchę, dając przykład poświęcenia i miłości.
Wyczerpały się jednak siły pokutnika i nadeszła godzina śmierci. Czując, że odejść musi, pocieszał strapionych, pragnął zostawić im wiarę głęboką, bo w niej jedynie siłę czerpać mogli. I Bóg pozwolił dać im znak swej łaski: na gościńcu spotkają księdza, który rozgrzeszy umierającego.
Jakież było jednak zdziwienie kapłana, gdy pod sukmaną chłopską, na nędznym barłogu poznał dziedzica wioski, towarzysza i przyjaciela młodości. Z głębokiem wzruszeniem przemówił słów kilka do ludu, lecz powierzonej tajemnicy zdradzić nie mógł.
Dopiero po jego śmierci wyjaśniła się prawda, gdyż w papierach po nim znaleziono opisanie całego zdarzenia oraz imię i nazwisko pokutnika.
Taką szlachetną postać zostawił nam wiek XVII, — jej pamięć odkupuje winy ojców i świeci jasnym blaskiem w czasach ciemnoty i błędów, jako świadectwo najwznioślejszych uczuć, jako wzór ducha pełnego miłości, z której powstanie przyszłość.
Poeta Ludwik Kondratowicz w pięknym swoim poemacie skrzywdził pamięć Korsaka, przypisując mu pokutę za winę własną, spełnioną w uniesieniu.