Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 11 - Wazowie.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


uszedł, szuka schronienia na Śląsku. Czarniecki opuścił Kraków, wydał go w ręce Szweda. Szybko poddają się grody, prowincje — na cóż bezskuteczny opór? Lepiej nie draźnić zwycięzcy, może łaskawszy będzie.
Nowy pan zaczyna rządy. Rzucił okiem po całym kraju: czy wszystko już posłuszne i uległe? czy nic się nie sprzeciwia jego władzy?
Jest-ci klasztor na Jasnej Górze, takie sobie schronienie mnichów, ale skarby podobno wielkie.
Niech więc oddadzą skarby — taka wola i rozkaz Karola Gustawa.
Oporu nie przewidział, gdyż — po pierwsze — kraj cały oporu zaniechał i nie stawiał go prawie od początku, a po wtóre — któż tutaj opierać się może? czy garstka zakonników?
Nie wiedział, że tam właśnie schronił się duch Polski, potężny, nieśmiertelny duch narodu, duch miłości ojczyzny i wolności. Ten duch, co jaśniał w genjuszu Chrobrego, w męstwie Łokietka, mądrości Kazimierza, w szlachetnem poświęceniu obrońców Głogowa, Karlińskiego, w czynach i chwale zwycięzców z pod Grunwaldu i Chocimia. Teraz przemówił niezachwianem męstwem z ust cichego, pokornego zakonnika, dając przykład nieustraszonej wytrwałości.
Przemówił z mocą, a wielką prostotą:
— Klasztoru nie wyda Szwedom. Słuchać Karola Gustawa nie będzie, bo Janowi Kazimierzowi przysiągł wiarę.
— Klasztoru nie wyda? — Wiec zająć go gwałtem i zabrać, co ma wartość.