Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 07 - Jadwiga i Jagiełło.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


bez bólu i wstydu myśleć nie mogą o wojnie i straszliwych jej okrucieństwach.
Bo i cóżby stało się z nami np. bez tych krwawych obrońców przed wiekami? Zginęlibyśmy zapewne bez śladu pod niemieckim toporem, tatarską strzałą lub szablą turecką: przestalibyśmy istnieć pod przemocą silnego nieprzyjaciela, słabi, bezbronni, niedołężni.
Rycerstwo stanowiło nasz mur i granicę, poza którą bezpiecznie kmieć orał swe pole, rzemieślnik z pieśnią pracował w warsztacie, dzieci igrały, spoczywali starcy, kobiety się modliły i krzątały.
A oni umierali, powracali ranni, patrzyli na śmierć synów, braci z ręki wroga i nie tracili męstwa, nie cofali się przed obowiązkiem.
Ale dlatego musieli być silni fizycznie i moralnie. Wysoko też ceniono fizyczną siłę w owych czasach.
Za Jagiełły najgroźniejszym sąsiadem i wrogiem Polski i Litwy był Zakon krzyżacki. Utworzony dla walki, nie miał innego celu istnienia prócz wojny, i żeby istnieć, musiał walczyć ciągle, świadcząc tem tylko o swej użyteczności. Topniała Litwa pod najazdami Krzyżaków, którzy ogniem i mieczem przesuwali swoje granice na wschód, w głąb puszcz odwiecznych; — cierpiała Polska krwawe rany w tem sąsiedztwie. Czuły oba narody konieczność zjednoczenia sił swoich dla wspólnej obrony, i wybiła wreszcie ta wielka godzina.
Dla Zakonu był to cios niespodziewany: cóż on teraz pocznie, kiedy nie ma z kim wojować? poco ma istnieć dłużej?