Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 07 - Jadwiga i Jagiełło.djvu/39

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Dlatego mistrz wielki nie chciał być ojcem chrzestnym nawróconego księcia litewskiego: on wolał o tym chrzcie wcale nie wiedzieć, uważać go za podstęp i rozsyłać listy do książąt i rycerzy w całej Europie, wzywając ich pomocy w obronie chrześcijaństwa, gdyż poganin zawładnął polskim krajem.
I szli gromadnie mężni i waleczni, nietylko Niemcy, ale Włosi, Francuzi, Anglicy, a każdy z licznym pocztem spieszył na obronę wiary. Zakon gromadził siły, które musiał zużytkować, a musiał się spieszyć, póki Europa nie pozna i zrozumie, o co mu chodzi naprawdę. Zresztą nigdy jeszcze nie był tak potężny, jak w tej właśnie chwili: góry złota miał w skarbcu, broń palną i armaty, których Polacy nie znali, liczne i karne wojska; — jakże mógł wątpić, że zgniecie do szczętu licho uzbrojone zastępy litewskie i Polaków, którzy się mierzyć z nim nie mogą?
Jagiełło wojny nie chciał. Jako chrześcijanin, bał się krwi rozlewu, cofał się przed tą okropną koniecznością; — a Krzyżacy uważali to za bojaźń, poczucie swej słabości, niedołęstwo.
Tembardziej więc pragnęli zmusić go do wojny, a ponieważ nie mieli słusznego powodu, więc po prostu jak zbójcy wpadali w granice, łupili, rabowali, zabierali wsie i wiasteczka.
Kto nie umie się bronić, zginąć musi, — Polska i Litwa zginąć nie miały ochoty, czuły w sobie dość siły, by bronić praw swoich, nie dać się krzywdzić, — to też musiało przyjść do krwawej walki.
A skoro przyszło, — była straszną i stanowczą.