Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 07 - Jadwiga i Jagiełło.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wdzięczni za tyle dobroci, kotlarze udali się na nieszpory z kontusikiem, rozpiętym zamiast chorągwi na drzewcu, a duchowieństwo poświęciło ten ich nowy sztandar na pamiątkę miłosierdzia świętej pani.

Trudno wyliczyć, ile wychowała sierot, leczyła chorych, pocieszyła nieszczęśliwych; sprawami kraju zajmowała się gorliwie: odebrała od Węgier Ruś Czerwoną, przez Ludwika zabraną Polsce, godziła spory Jagiełły z Witoldem i Krzyżakami, starała się o otworzenie na nowo akademji w Krakowie i na ten cel przeznaczyła wszystkie swoje klejnoty i kosztowne stroje.
Dla siebie o jedną tylko łaskę błagała Stwórcy: gorąco pragnęła mieć dziecię. Długo jednak czekała z utęsknieniem, nim Bóg wysłuchał wreszcie jej modlitwy: przyszła na świat córeczka, ale nazajutrz umarła, a w parę dni potem matka.
Trudno opisać rozpacz, jaka ogarnęła wszystkich, gdy na wieży zamkowej ukazała się czarna chorągiew. Lud wierzyć nie chciał, nie mógł utulić się w żalu, nie mógł pogodzić się z okropną stratą. Ustały pieśni, zagasło wesele, cały naród przywdział żałobę.
Kiedy w kościele wystawiono zwłoki, tysiące ludzi chciało raz ostatni ujrzeć lica królowej. Ogłoszono ją świętą, opowiadano o cudach, które działy się przy jej trumnie.
Nie wskrzesiło to jednak królowej!