Strona:Niewiadomska Cecylia - Legendy, podania i obrazki historyczne 04 - Leszek Biały - Bolesław Wstydliwy.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


la, by sprowadzili pomoc Przybyszom ofiarowano ziemię jakby darmo, bo na wieczną dzierżawę, na lat wiele uwalniano ich nawet od podatków, pozwalano rządzić się swem własnem prawem, wybierać z pośród siebie urzędników, słowem zostawiano im wszelką swobodę i możność zbogacenia się uczciwą pracą.
Chętnych znalazło się dosyć. Z początku z niedowierzaniem i obawą podążały niewielkie gromadki nowych osadników, lecz wkrótce potem płynęły jak rzeka całe tysiące ludzi, gotowych do pracy na gościnnej ziemi, która im zapewniała takie dobrodziejstwa.
Oto wybiera się nowa gromadka. Przygotowania do drogi dosyć zajmują czasu: wypytują o wszystko przewodnika, chcą wiedzieć, jak tam będzie, co z sobą zabrać należy, — więc zwierzęta domowe, narzędzia do pracy, zarówno pług i kosę, jak warsztat rzemieślnika, i ludzi zdatnych do pracy na roli, i do rzemiosł, w każdej osadzie potrzebnych, — a może i nasiona różnych roślin.
Jadą zwolna, na małych wózkach, po kilku, rodzinami, jak się zdarzy, część idzie piechotą. Daleka to droga, trwa miesiące całe, od czasu do czasu trzeba i odpocząć dłużej. Długim szeregiem ciągną się wózki koleją po lichej, błotnistej drodze; to przez puszczę — zda się — bez końca; to po piaszczystem bezdrożu. Tutaj zsiadają z wozów, klną niektórzy: ciężko.
Z ciekawością rozglądają się dokoła po nieznanym kraju: — Słońce jak u nas, i ziemia jak u nas, drzewa także podobne, jakoś niezbyt obco i pięknie, pięknie, tylko tak okropnie pusto.