Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/346

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak rzekł Zaratustra, śmiejąc się śmiechem oczu i trzewi, poczem zatrzymał się i zawrócił nagle — i omal że nie zwalił z nóg swego naśladowcę i cienia: tak blisko następował mu on na pięty i tak wątły był on zarazem. Gdy Zaratustra oczyma go zmierzył, przeraził się jego jak upiora: tak chudy, zczerniały, czczy i przeżyty wydał mu się ten jego naśladowca.
„Kim jesteś? — pytał Zaratustra gwałtownie, i czego tu się snujesz? I dlaczego zwiesz się moim cieniem? Nie podobasz ty mi się.“
„Daruj, odparł cień, że ja to jestem; a jeślim ci się nie spodobał wiedz-że, Zaratustro, chwalę za to ciebie i dobry twój smak.
Pielgrzymem jestem, który zdawna już wędruje śladem twoich stóp: zawszem ja w podróży, a zawsze bez celu, i nigdzie nie jestem u siebie: tak, iż, zaprawdę, nie wiele się różnię od Żyda wiecznego tułacza, prócz tem chyba, żem ani wieczny, ani Żyd.
„Jakże to? Mamże być zawsze w podróży? Każdym wichrem miotany, chwiejny, przed się party? O ziemio, stałaś mi się zbyt krągła!
Na każdej powierzchni siadywałem już, jak znużony kurz zasypiałem na zwierciadłach i szybach okiennych: wszystko bierze ode mnie, nic nie obdarza, staję się cienki, — do cienia jestem nieomal podobny.
Za tobą wszakże, o Zaratustro, latałem i krążyłem najdłużej, i aczkolwiek dobrze się przed tobą ukrywałem, byłem wszakże twym najlepszym cieniem, gdzie ty siadywał, tam siedziałem i ja.
Wraz z tobą obchodziłem najodleglejsze, najmroźniejsze światy, jak upiór, co dobrowolnie po zimowych dachach i po śniegu lata.
Wraz z tobą dążyłem do wszystkiego zakazanego, najgroźniejszego, najdalszego: i jeśli cośkolwiek we mnie cnotą