Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/297

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


miotła dla krzyżowych pająków i jako wicher przewiewny dla grobowisk:
jeślim zasiadał triumfujący, gdzie pogrzebano bogi stare, ja światu błogosławiący, świat miłujący, obok posągów starych świata oszczerców:
— a kocham nawet świątynie i bogów grobowce, skoro tylko jasne oko nieba przeziera poprzez wybite sklepienie; jako murawa i maki kraśne rad zasiadam na zburzonych świątyniach —
o, jakżebym nie miał być żądnym wieczności i weselnego pierścienia pierścieni, — pierścienia wrotu nie pragnąć?
Nigdym nie napotykał kobiety, z którąbym dzieci chciał, snać ta jest kobietą, którą kocham, albowiem kocham cię, o wieczności!
Albowiem kocham cię, o wieczności!

3

Jeśli choć jedno tchnienie z twórczego nawiedziło mnie tchnienia, z onego musu niebiańskiego, co przypadki nawet zmaga i w gwiezdne koliska pląsać je zniewala:
jeśli śmiałem się kiedykolwiek onym błyskawicowym śmiechem, po którym długi grzmot czynu ponuro, lecz ulegle się toczy:
jeślim kiedykolwiek na boskim stole ziemi w boskie grał kości, aż ziemia drżała i, rozwierając się, wywnętrzała rzeki ogniste: —
— a stołem boskim jest ziemia, drżącym od twórczych, nowych słów i boskich kości: —
o, jakżebym nie miał być żądnym wieczności i weselnego pierścienia pierścieni, — pierścienia wrotu nie pragnąć?
Nigdym nie napotykał kobiety, z którąbym dzieci chciał, snać ta jest kobietą, którą kocham, albowiem kocham cię, o wieczności!
Albowiem kocham cię, o wieczności!