Strona:Nietzsche - Tako rzecze Zaratustra.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.



PIEŚŃ PO NOCY

Nastała noc: zagadały głośniej wszystkie źródła bijące. I dusza moja jest źródłem bijącem.
Nastała noc: ocknęły się wszystkie pieśni kochających. I dusza moja jest pieśnią kochającego.
Coś nieukojonego, ukoić się nie dającego jest we mnie; i oto głosić się pragnie. Pożądanie miłości jest we mnie; one to przemawia mową miłości.
Jam światłem jest: och, gdybymż był nocą! Lecz tem jest samotność moja, żem światłem w krąg opasan.
O, bodajżebym był raczej ciemnym a ponocnym! Jakżebym ja ssał u piersi światła!
I was błogosławił nawet roziskrzone gwiazd mrowia i łuki świetlne na podniebiu! — błogosławiąc, uszczęśliwiał ducha waszemi dary świetlnemi.
Lecz we własnem jeno świetle żyję, spijam z powrotem te płomienie, co ze mnie buchają.
Nie znam szczęścia biorących; i nie raz marzy mi się, iż kradzenie bodaj że bardziej uszczęśliwiać winno, niźli branie.
Tem jest nie ubóstwo, że ma dłoń od obdarzania nigdy nie wypoczywa; tem jest ma zawiść, że wyczekujące widzę oczy i rozjaśnione noce tęsknoty.
O, niedolo wszystkich obdarzających! O, przyćmienie słońca mego! O, pragnienie pożądania! O, głodzie trawiący w sytości!
Biorą wprawdzie ode mnie: lecz czy poruszam ja też ich dusze? Rozłam jest miedzy dawaniem a braniem, a najmniejszy rozłam przekroczyć bywa najtrudniej.