Strona:Najpiękniejsza.djvu/021

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak... widziałam... czytałam....
— Ale gdzież jest książę Agenor? gdzie jest? Widziałem go w ciągu dnia... mówił mi, że wcześnie tu przybędzie.
Nie sądzono było pani Dagand poznać księcia de Nérius tego wieczora. Miał on wprawdzie zamiar być u Palmerów i obrzędować przy apoteozie swojéj regentowéj. Zjadłszy jednak obiad w klubie, dał się namówić na widowisko w małym jakimś teatrzyku. Grano tam po raz piérwszy operetkę, wedle modły klasycznéj ulaną. Główną bohaterką sztuki była młodziutka monarchini, zawsze ukazująca się na scenie w towarzystwie czterech nieodstępnych panien honorowych.
Z pomiędzy tych młodych pań, trzy dobrze już były znane publiczności, na pierwsze przedstawienia uczęszczającéj. Występowały już nieraz w niejednéj feeryi i w niejednym końcowym obrazie operetek — ale czwarta... O! ta czwarta! Jakaś świéżo przybyła, wysokiego wzrostu brunetka olśniewającéj urody... Ogólny wzbudzała zapał, ale najzapaleńszym okazał się książę de Nérius: do szału prawie dochodził. Najzupełniéj zapomniał, że po piérwszym akcie wyjść musi. Sztuka skończyła się bardzo późno, a książę był jeszcze w teatrze. Żadnéj uwagi nie zwrócił na sztukę, najmniejszéj na muzykę, nie widział i nie spostrzegł nic, prócz téj przecudownéj, zachwycającéj brunetki, nic nie słyszał prócz jednéj jedynéj strofki, którą ona w środku drugiego aktu sfałszowała najniegodziwiéj w świecie. A w chwili wyjścia, dowodził książę każdemu, kto go chciał słuchać:
— To brunetka! widzieliście tę brunetkę, co? W żadnym teatrze niéma nic do niéj podobnego! To najpiękniejsza osoba w Paryżu... Naj-pięk-niej-sza!
Była już piérwsza po północy. Książę zadawał sobie pytanie: iść jeszcze do Palmerów, czy nie iść? Biedna pani Dagand! niebrzydka, to prawda, kobiecina, ale czyż mogła nawet iść w porównanie z tém nowém cudem? Zresztą, książę Agenor systematycznym był człowiekiem. Nadeszła pora, w któréj codziennie grywał w wista; poszedł więc grać w wista.
Nazajutrz rano, pani Dagand znalazła w dzienniku swoim pod rubryką „Notatek z wielkiego świata” najwyżéj dziesięć wierszy o balu u Palmerów. Wymieniano obecne tam margra-