Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom I.djvu/353

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    JEDEN Z GRAJKOW do Jodeleta: Któż nam da za fatygę?
    JODELET: Pomówzie z panem markizem.

    SCENA OŚMNASTA.
    GORGONI, MAGDUSIA, KASIA, JODELET, MASCARILLE, GRAJKI.

    GORGONI: A, wy szelmy jedne, pięknieście mnie tutaj urządziły, jak widzę! Ładnych ja rzeczy dowiaduję się od panów co wyszli stąd przed chwilą!
    MAGDUSIA: Ach, ojcze, to niegodziwa sztuczka, to co oni nam zrobili.
    GORGONI: Tak, niegodziwa sztuczka, ale która jest następstwem waszego błazeństwa, wy szelmy! Wzburzył ich do żywego sposób w jakiście ich przyjęły, a ja nieszczęśliwy za was muszę wypić całą hańbę.
    MAGDUSIA: Ale przysięgam, nie minie ich zemsta, choćby mnie to życie miało kosztować. A wy, hultaje, śmiecie się jeszcze pokazywać po swojem zuchwalstwie?
    MASCARILLE: W ten sposób przemawiać do markiza! Oto świat! Przy najmniejszej odmianie losu odwracają się od nas ci, którzy wprzódy na rękach nas nosili. Chodźmy, kolego, chodźmy szukać szczęścia gdzieindziej; widzę dobrze, że tu szanują jedynie czcze pozory, a nie umieją ocenić nagiej cnoty.

    Wychodzą obaj.
    SCENA DZIEWIĘTNASTA.
    GORGONI, KASIA, MAGDUSIA, GRAJKI.

    GRAJKI: Panie, prosimy, byś nam zechciał zapłacić za tamtych panów, niby żeśmy tutaj grali.
    GORGONI bijąc ich: Owszem, owszem, zapłacę, i oto jaką monetą! A wy; zakały jedne, nie wiem co