Strona:Molier-Dzieła (tłum. Boy) tom I.djvu/336

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    KASIA: Ależ prosimy, panie, nie bądź tak nieubłagany dla tego fotela, który już od kwadransa wyciąga ku tobie ramiona; zechciej ukoić jego żądze utulenia cię w objęciu.
    MASCARILLE przyczesawszy perukę i poprawiwszy ubranie: I cóż, moje panie, co powiadacie o Paryżu?
    MAGDUSIA: Ach, i cóż mogłybyśmy powiedzieć? Trzebaby się znajdować na antypodach zdrowego pojęcia, aby nie przyznać, że Paryż jest zaczarowaną szkatułką wszystkich cudów, ogniskiem dobrego smaku, wykwintu i galanterji.
    MASCARILLE: Co do mnie, mniemam, iż, poza Paryżem, niema zbawienia dla ludzi pewnego poziomu.
    KASIA: Och, najniezbitsza prawda!
    MASCARILLE: Czas wprawdzie trochę świński; ale od czegóż lektyki!
    MAGDUSIA: To prawda, że lektyka jest nieporównanym szańcem przeciw zniewagom ulicznego błota i nieprzyjaznej pogody.
    MASCARILLE: Czy panie wiele przyjmują? Któreż z wytwornych duchów są ozdobą waszych salonów?
    MAGDUSIA: Ach, jeszcze zbyt mało znane jesteśmy w mieście; żywimy jednak nadzieję zadomowienia się w niem rychło. Mamy bliską przyjaciółkę, która obiecała sprowadzić do nas wszystkich panów ze Zbioru wybranych utworów[1].
    KASIA: I jeszcze wielu innych, których również nam wymieniono jako wszechpotężnych rozjemców w materji piękna i smaku.

    MASCARILLE: Och, co do tego, mogę się paniom

    1. Zbiór utworów najbardziej wziętych ówczesnych pisarzy, W znacznej części należących do koterii „Wykwintniś“.