Strona:Mikołaj Sęp Szarzyński-Poezje z pierwodruku 1601.djvu/043

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Nie tylko cię piramid abo mauseołów[1],
Ale też godną znamy ołtarzów, kościołów.



Pannie Zofiej Kostczance, wojewodziance sędomirskiej, która, pierwej zachorzawszy, później trzema dnioma, niż macocha, umarła.
XXXV.
NAPIS PIERWSZY.

Panieństwa kwiatek tu leży schowany,
Twą, skwapna śmierci, ręką rozerwany.
Wżdy twój jad próżny: bo ten kwiat ku wiośnie
Onej ostatnej i wiecznej wyrośnie,
Wonie lilijej pełen i czystości,
I kwitnąć będzie prócz strachu zwiędłości.
Ozdobą onym, co na barankową
Chwałę pieśń krzyczą, własną, czystą, nową.



XXXVI.
WTÓRY.

Zwyczaje, dom, urodę, kiedym była żywą,
Kto znał moję, musiał mię sądzić za szczęśliwą.
I samam na fortunę narzekać nie śmiała
I na on czas, gdym wdzięcznej matki postradała.
Bowiem ociec nie dał znać sieroctwa i, trochę
Potrwawszy, równą matce dał mi Bóg macochę.
A snadźci, by był tenże chciał wieków przedłużyć,
Mogłam lepiej, niż matki, jej dobroci użyć.
Com to rzekła? Macochać była; w tym znać dała:
Trzech dni, do nieba idąc, czekać mie nie chciała.



  1. W pierwodruku: Manseołow.